Android to niewątpliwie najpopularniejszy, mobilny system operacyjny jaki jest instalowany na tabletach internetowych i smartfonach. Jest on w 100% darmowy i całkowicie otwarty, a korzystać mogą z niego wszyscy. Jednak jeśli chcemy by wspomniany OS posiadał usługi Google, w tym dostęp do sklepu Play, to musimy zgodzić się na warunki Google i uiścić opłatę licencyjną, wynoszącą 15 dolarów. Przeciętny użytkownik nie ma o tym pojęcia, a co więcej rośnie liczba osób, które w ogóle nie kojarzą systemów z nakładkami Samsunga, HTC, Sony, itp. z Androidem.

To zaś budzi obawy, że za jakiś czas Android przestanie być rozpoznawalny, a producenci albo stworzą własny OS, jak Samsung Tizena (pracuje nad nim we współpracy z Intelem), albo całkowicie "oleją" usługi Google i stworzą własne sklepy z aplikacjami. Tę drugą opcję wybrały już Amazon, Nokia i wielu mniejszych, głównie chińskich i indyjskich producentów. Szacuje się, że obecnie aż 1/5 smartfonów z Androidem to wersje oparte o Android Open Source Project, a co za tym idzie 20% zielonych robotów nie pracuje na zysk Google.

Dlatego też producent z Mountain View postanowił uświadomić konsumentów, że korzystają z Androida i przywiązać ich do tego OSu nim będzie za późno. W jaki sposób chce tego dokonać? Otóż zobliguje partnerów (producentów, którzy płacą za jego usługi) do wyświetlania na ekranie blokady napisu "Powered by Android" za każdym razem, gdy telefon zostanie włączony lub zresetowany.

Ten nakaz nie obowiązuje producentów, którzy korzystają z Android Open Source Project. Im Google nie może nic nakazać.