HP przyzna się do korupcji i zapłaci za to 108 mln dolarów. W Polsce robiono z tego sukces, ale tak naprawdę jest to sprawa pomiędzy HP i władzami USA, która dotyczy nie tylko Polski.

Wczoraj minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz zapowiedział, że HP przyzna się do korupcji w Polsce. Zdaniem Sienkiewicza miał to być niezwykły sukces polski, przesuwający nasz kraj w stronę zachodu i dowodzący, że to nie nasi urzędnicy odpowiadają za afery, tylko wielki koncern (sic!). Sienkiewicz podkreślał też znaczenie polskich władz dla wykrycia korupcji w HP.

Przynajmniej dwa stwierdzenia Sienkiewicza były prawdziwe. HP faktycznie przyznała się do korupcji i polskie władze miały w tym pewien udział. Omówmy szczegóły.

Komu HP zapłaci 108 mln kar?


Amerykański Departament Sprawiedliwości już ogłosił przyznanie się firmy HP do winy. Firma zapłaci w sumie 108 mln dolarów kar z czego ponad 76 mln stanowią kary nałożone przez Departament Sprawiedliwości, a ponad 31 mln to kary nałożone przez SEC (Amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd).

Dlaczego USA ukarała HP?


Niektóre media już podały, że HP zapłaci 108 mln "za korupcję w Polsce". To nie jest do końca prawda. Dla władz USA istotne było to, że firma HP naruszyła przepisy amerykańskiej ustawy Foreign Corrupt Practices Act (FCPA), która dotyczy m.in. przekupowania zagranicznych urzędników, ale także przejrzystości działań firm.

- Spółki zależne Hewlett-Packard tworzyły fundusze łapówkowe, tworzyły zawiłą sieć firm fasadowych i kont bankowych by prać pieniądze, stosowały dwa zestawy ksiąg by śledzić odbiorców łapówek i używały anonimowych kont e-mail oraz komórkowych telefonów prepaid, by aranżować tajne spotkania w celu przekazania toreb z pieniędzmi - mówił Bruce Swartz, przedstawiciel Departamentu Sprawiedliwości.

W Polsce było najtaniej!


Polska nie była jedynym krajem, gdzie HP stosowała praktyki korupcyjne. Na pierwszym miejscu była Rosja, gdzie utworzono fundusz łapówkowy o wartości kilku milionów dolarów. Potem był Meksyk, gdzie wydano wydano ponad milion dolarów na zapewnienie kontraktu dla HP. W Polsce wystarczyło 600 tys. dolarów, z czego część przekazano w opisywanych wcześniej prezentach.

Jeśli chodzi o Polskę to HP przyznaje, że w latach 2006-2010 dochodziło nie tylko do wręczania łapówek, ale także do fałszowania dokumentów i omijania wewnętrznych kontroli HP. Chodziło o zabezpieczenie kontraktu z Komendą Główną Policji. Polscy urzędnicy dostawali torby z gotówką, gadżety elektroniczne, wycieczki do Las Vegas w Wielkiego Kanionu (z drinkami, posiłkami i rozrywkami), a wszystko było załatwiane dzięki anonimowym kontom e-mail i telefonom prepaid. Ech... żyło się...

Nie! To nie jest nasz sukces!


Wczoraj minister Sienkiewicz zapewniał o wielkim przełomie, ale powiedzmy coś sobie szczerze. Nie ma żadnego przełomu ani sukcesu po stronie polskiej. HP zapłaci 108 mln, ale to amerykańskie władze przywołały do porządku amerykańską firmę. W Polsce śledztwo ciągle trwa i raczej nie liczmy na to, że Polska wzbogaci się na wynikach tego śledztwa. Nawet jeśli uda się wyciągnąć jakieś konsekwencje od firm zamieszanych w infoaferę, będziemy na to długo czekać.

Wczoraj minister Sienkiewicz mówił też, że uległość HP dowodzi, iż "to nie jakiś urzędnik (...) odpowiada za aferę sprzed wielu lat, ale wielki amerykański koncern". Niestety tutaj Pan minister mocno się mylił. Porozumienie HP z Departamentem Sprawiedliwości w żaden sposób nie usprawiedliwia polskich urzędników, którzy brali udział w infoaferze.

[Marcin Maj]