Młodym ludziom brakuje biegłości w posługiwaniu się e-mailem lub arkuszem kalkulacyjnym. Mają też problemy z wyszukiwaniem informacji. Dlaczego tak jest, skoro wychowali się wśród technologii?

Młodzi ludzie wychowali się z technologiami i czują się z przy komputerze jak ryby w wodzie. Ile razy już o tym słyszeliśmy? Nawet bardzo poważni ludzie uwierzyli w powtarzane mity o "cyfrowych tubylcach" oraz o ich "inaczej okablowanych mózgach". Ile było prawdy w tych mitach?
Problemy młodych z e-mailem, arkuszem...

Ludzie urodzeni pod koniec ubiegłego stulecia niewątpliwie mają lepszy dostęp do technologii. To nie musi oznaczać, że wykorzystują ten dostęp do szlifowania swoich e-umiejętności. Co więcej, powstaje luka między "konsumenckimi" umiejętnościami technologicznymi oraz umiejętnościami potrzebnymi w miejscu pracy. Można spędzić wiele godzin na Facebooku, ale to nie zwiększa biegłości w posługiwaniu się e-mailem, który wciąż jest bardzo ważny. Bawienie się Snapchatem nie wpływa na umiejętność posługiwania się procesorem tekstu albo arkuszem kalkulacyjnym.

Problem ten został poruszony w artykule opublikowanym przez Time pt. This Is Millennials' Most Embarrassing Secret.

W artykule tym cytowany jest przedstawiciel firmy ServiceNow. Zauważa on, że wielu młodych ludzi nie używa intensywnie takich narzędzi jak choćby arkusz kalkulacyjny. Nawet Outlook może być dla nich obcy. Młodzi ludzie na dobre stykają się z tymi narzędziami dopiero w pracy. To wpływa na wydajność. Z czysto biznesowego punktu widzenia można powiedzieć, że firmy tracą na braku technologicznej zaradności u... ludzi młodych.

Kiepscy w szukaniu informacji


Artykuł w Time odnosi się częściowo także do innego artykułu ze strony Inside Higher Ed. Ten drugi artykuł dotyczył serii badań prowadzonych przez antropologów w kilku uczeniach w USA (m.in. Illinois Wesleyan University, DePaul University i in).

Wyniki uzyskane na Illinois Wesleyan University pokazały, że młodzi ludzie mają problem z wyszukiwaniem informacji (sic!). Dziś coraz powszechniejszy jest pogląd, że ludzie nie muszą wiele wiedzieć, ale powinni umieć szukać danych. Mówi się nawet, że młodzi ludzie są lepsi w wyszukiwaniu informacji. Badania niestety mówią coś innego.

Tylko 7 na 30 studentów obserwowanych przez antropologów potrafiło prawidłowo szukać informacji w bibliotece. W czasie rozmów ze studentami okazało się, że najważniejszą bazą wiedzy jest dla nich Google. Niestety badania wykazały, że studenci nie bardzo rozumieją jak działa wyszukiwarka i jak korzystać z narzędzi przez nią oferowanych, aby np. zawężać listę otrzymanych wyników ze względu na rodzaj treści. Zdaniem badaczy dzisiejsi studenci może i dorastali wraz z językiem epoki informacyjnej, ale niekoniecznie poznali gramatykę tego języka.

"Cyfrowy tubylec" czy po prostu człowiek?


Nie chcę oczywiście być wapniakiem narzekającym na młodych ludzi. Wiem, że wielu młodych ludzi fantastycznie czuje nowe technologie i potrafi ich używać. To jednak nie oznacza, że samo bycie tzw. "cyfrowym tubylcem" daje umiejętności technologiczne na poziomie ninja.

Spodziewam się też, że niektórzy będą tłumaczyć wyniki badań tym, że były one prowadzone w USA. Oczywiście lubimy stereotyp amerykańskiego idioty bo możemy się dzięki niemu dowartościować. To niestety tylko stereotyp. Wątpię, aby w Polsce sytuacja była znacząco lepsza.

Z takich badań należy wyciągać wnioski. Być może powinniśmy przestać wierzyć w to, że "cyfrowi tubylcy" sami odnajdą się w świecie technologii. Może trzeba ich uczyć szukania informacji? To oznaczałoby kształtowanie umiejętności posługiwania się różnymi mediami, od książki począwszy na social mediach skończywszy. Nie możemy poprzestać na wierzeniu w to, że technologie zrobią za młodych ludzi wszystko. Wspomniane badania z Illinois Wesleyan University uświadomiły bibliotekarzom, że studenci wymagają innej pomocy niż sądzono.

Współczesne myślenie magiczne


Czy cyfrowi tubylcy to tylko mit? No cóż... to zawsze był tylko mit. Dziennik Internautów pisał o tym w lutym w artykule na temat współczesnych form myślenia magicznego.

Terminu digital natives używa się dzisiaj niemal jak terminu naukowego, ale tak naprawdę jest to termin "magiczny", wymyślony przez pedagoga i publicystę Marca Prensky'ego. Ten publicysta często był krytykowany za stosowanie swojej własnej terminologii i upraszczanie wielu spraw. Digital natives to był tylko jego wymysł, ale ten wymysł zrobił karierę i dziś wielu ludzi wierzy, że technologia magicznie zmieniła mózgi młodych pokoleń.

Specjaliści od budowy mózgu nie wierzą w nowe, lepsze okablowanie mózgów cyfrowych tubylców. Ludzkie mózgi były kształtowane w długotrwałym procesie ewolucji i ostatnie kilkadziesiąt lat nie mogło ich drastycznie zmienić. Niestety jeśli uwierzymy w mit digital natives, możemy niechcący wyeliminować z procesu wychowania takie elementy jak np. ćwiczenie cierpliwości, umiejętności zapamiętywania i samokontroli. Możemy wierzyć, że Facebook i Snapchat zastąpią zwykłe interakcję społeczne. Możemy naiwnie wierzyć, że "cyfrowi tubylcy" już nie potrzebują tych wszystkich cech osobowości, które były tak ważne w pokoleniach przed nimi. Czy naprawdę tak jest?

[Marcin Maj]