W grudniu może zacząć brakować twardych dysków, co może mocno uderzyć w producentów komputerów. Jeśli powódź w Tajlandii szybko nie ustąpi, prawdziwe problemy mogą nas czekać w pierwszym kwartale przyszłego roku.

Zalane jest obecnie około jednej trzeciej powierzchni Tajlandii. Według słów premier Shinawatry woda może utrzymywać się jeszcze przez nawet sześć tygodni, powiększając i tak już ogromne straty materialne (na razie 6 miliardów dolarów), nie mówiąc już o ofiarach w ludziach (do tej pory zginęło blisko 400 osób). Zagrożona jest stolica i największe miasto kraju - Bangkok. Ale wielka woda spowodować może także perturbacje na światowym rynku komputerów osobistych.

Problematyczne może okazać się zapewnienie ciągłości dostaw dysków twardych, których Tajlandia jest drugim na świecie największym producentem (więcej dostarczają jedynie Chiny). Zagrożonych jest w tym momencie około 30 procent mocy wytwórczych kraju. Problemów spodziewać się mogą przede wszystkim azjatyccy producenci komputerów osobistych - Acer oraz Asustek. Firmy mają obecnie zapasów na cztery do sześciu tygodni, dopiero wtedy mogą zacząć odczuwać braki. Akurat wtedy, gdy zapotrzebowanie będzie największe, czyli przed świętami Bożego Narodzenia - podaje agencja Reuters.

Skutki kataklizmu odczuwalne być mogą także jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku. Wszystko zależy od tego, jak długo będzie się utrzymywać woda. Warto zaznaczyć, że skutki marcowego trzęsienia ziemi w Japonii oraz powstałego w jego wyniku tsunami odczuwalne są do tej pory przez część z firm. Zniszczonych zostało bowiem wiele fabryk, dostarczających kluczowych elementów elektronicznych.

iSuppli spodziewa się, że podaż twardych dysków w ostatnim kwartale 2011 roku może spaść nawet o 30 procent. Zauważa się jednak, że w przypadku powodzi w Tajlandii dotkniętych jest relatywnie mniej zakładów niż w przypadku Japonii. Dlatego też jest szansa, że inni producenci będą w stanie wypełnić lukę produkcyjną. Nie wiadomo jednak, jakie może to mieć długookresowe konsekwencje dla Tajlandii.

[Michał Chudziński]