Zmuszenie Google do płacenia jakiegoś podatku w Europie jest "opcją" rozważaną przy reformach związanych z europejskim jednolitym rynkiem cyfrowym - ujawnił Günther Oettinger, komisarz ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa w rozmowie z Wall Street Journal.

Wall Street Journal donosi, że Unia Europejska może opodatkować Google i inne europejskie firmy. Gazeta dowiedziała się o tym od Günthera Oettingera, komisarza UE ds. gospodarki cyfrowej. Pan komisarz powiedział gazecie, że nie zapadła jeszcze decyzja w tej sprawie, ale jest to opcja brana pod uwagę. Podatek mógłby mieć związek z tym, że Google wyświetla dzieła chronione prawami autorskimi.

Podatek dla Google ma być elementem prac nad jednolitym unijnym rynkiem cyfrowym. Oettinger uważa, że dla startupów jeden unijny rynek będzie lepszy niż 28 rynków. Poza tym łatwiej będzie zapewnić, że duże firmy będą grały według zasad narzuconych przez władze UE (zob. WSJ, EU Considers Taxing Google, Other U.S. Internet Firms lub Ars Technica, Top EU official says taxing Google "is an option" as part of reforms).

Günther Oettinger - zwolennik dojenia Google


Doniesienia WSJ nie są zaskakujące, bo poglądy Oettingera znane są nie od dziś. Pan komisarz jeszcze w ubiegłym roku mówił, że jeśli Google bierze własność intelektualną z Unii Europejskiej i wykorzystuje ją, Unia Europejska może chronić tę własność i żądać za nią opłat.

Potem, gdy Hiszpania wprowadziła surowe prawo autorskie i Google wycofała z hiszpańskiego rynku usługę Google News, pan komisarz miał proponować wprowadzenie opłat dla Google na poziomie UE. Oettinger ciągle wierzy, że można zmusić Google do płacenia za prawa autorskie, trzeba tylko działać na poziomie UE, a nie na poziomie pojedynczych krajów.

Doniesienia WSJ pokazują determinację Oettingera, by wyciągnąć trochę pieniędzy od amerykańskich firm. Pytanie brzmi, czy pan Oettinger chce tylko zrobić krzywdę Google, czy naprawdę pomóc firmom europejskim?

W kogo jeszcze uderzy podatek?


Te pytania są istotne, bo nie da się stworzyć prawa, które wprowadzi "podatek dla Google". Można wprowadzić generalną zasadę, że wyszukiwarki mają odprowadzać opłaty za prezentowanie urywków chronionych dzieł. Czy to ułatwi rozwój europejskim startupom i dojrzałym firmom? Niekoniecznie. Trzeba mieć na uwadze, że e-usługi całkiem nowego rodzaju mogą posiadać wyszukiwarki. W ogóle mogą powstać takie nowe usługi, które z przyczyn trudnych dziś do przewidzenia podpadną pod nowy podatek. Czy to oznacza, że Europa stwarza sobie nowe szanse rozwoju usług?

Możliwe scenariusze


Firma Google broni się rękami i nogami przed płaceniem za licencje na treści w wyszukiwarce. Firma była gotowa dogadać się w sprawie wspierania gazet, jak zrobiono to we Francji. Jednak kiedy Niemcy zmusiły Google do płacenia za prawa autorskie, ta ograniczyła widoczność treści w wyszukiwarce. Wydawców to zabolało i sami poprosili, by Google łaskawie zaczęła korzystać z ich treści.

Hiszpańscy wydawcy też się nie ucieszyli z zamknięcia Google News. Google wybrała opcję ostrego sprzeciwu, bo nie chciała doprowadzić do ustalenia niebezpiecznego precedensu. Nie chciała płacić za prawo autorskie.

Ustalenie opłat za prawa autorskie na poziomie UE może się skończyć dwojako. Google nadal może wybrać "opcję nuklearną", zmniejszając widoczność treści wydawców. Wówczas wystarczy, że tylko część wydawców udzieli Google licencji na treści. Ci wydawcy zyskają ruch, a reszta straci. W dłuższej perspektywie czasowej okazałoby się, kto na tym sporze wyszedłby lepiej.

Google może też zacząć płacić, ale firmę na to stać. Niestety dla wszystkich unijnych i młodych konkurentów Google te opłaty mogą stanowić przeszkodę w prowadzeniu działalności. Czy wówczas znów nie wygra Google?

Oczywiście jest trzecia możliwość. Google zacznie płacić, inni amerykańscy giganci zaczną płacić i dzięki temu unijna e-gospodarka rozkwitnie. Czy Günther Oettinger tak to widzi?

[Marcin Maj]