Dwóch na trzech ankietowanych stwierdziło, że byłoby skłonnych płacić za filmy i muzykę w sieci. Warunek - szeroka i tania oferta. Przedstawiciele przemysłu rozrywkowego odpowiadają, że najpierw musi zmniejszyć się skala piractwa.

Wydaje się, że impas w walce między internautami a przemysłem rozrywkowym będzie trwać nadal. Ci pierwsi najchętniej nie płaciliby w ogóle, ci drudzy pobieraliby opłaty za wszystko, co się da. Kompromisem byłoby umożliwienie pobierania filmów, muzyki czy odcinków seriali za rozsądne pieniądze, do tego bez reklam i zabezpieczeń DRM. Jak się okazuje, użytkownicy internetu byliby gotowi takie rozwiązanie zaakceptować. Inaczej sprawa się ma z przedstawicielami branży muzycznej czy filmowej.

Badania przeprowadzone na grupie 7 tysięcy australijskich respondentów, którzy przyznali się do pobierania chronionych materiałów z sieci p2p, wykazały, że 66,4 proc. z nich byłoby gotowych płacić za pobierane obecnie treści, gdyby tylko odpowiednio tania i szeroka oferta była dostępna.

Ile internauci byliby gotowi zapłacić za treści w sieci?


1 dolara za odcinek serialu, 2 dolary za film oraz 50 centów za utwór muzyczny (1 AUD = 2,92 PLN) - podaje news.com.au, który razem z CoreData przeprowadził badanie.

Kwoty nie wydają się wysokie, jednak gdyby były pobierane, to wytwórnie muzyczne czy filmowe miałyby przynajmniej jakikolwiek przychód z tytułu tego, że ich dzieła są masowo rozpowszechniane w internecie.

Dabid Crafti, szef Australijskiej Partii Piratów, jest zdania, że wyniki badań pokazują frustrację konsumentów. Żyją oni w szybko zmieniającym się świecie, oczekując, że biznes będzie za nimi nadążał. Jak jednak widać, nie jest to takie łatwe, do tego bowiem potrzebna jest zmiana myślenia i oceny pewnych zjawisk. Dodał on także, że winne takiej skali piractwa są m.in. surowe obostrzenia w sprzedaży filmów czy muzyki - ograniczenie możliwości kopiowania bądź odtwarzania tylko na jednym wybranym urządzeniu skutecznie odstraszają klientów od legalnych sklepów.

Pogląd ten częściowo podziela Neil Gane, dyrektor wykonawczy antypirackiej Australian Federation Against Copyright Theft. Jego zdaniem takiego właśnie modelu - dostępnych w niskiej cenie i dobrej jakości filmów czy muzyki - chcą także firmy z branży rozrywkowej. Pracują nad nowymi modelami dystrybucji swoich produktów, jednak ich działania są niweczone przez osoby korzystające z darmowych źródeł. W takiej sytuacji skuteczna konkurencja z darmowymi serwisami nie jest możliwa.

Najpierw konieczne jest ograniczenie skali piractwa, uważają przedstawiciele wytwórni, a dopiero potem możliwe będzie wprowadzenie nowych modeli dystrybucji. Problem polega tylko na tym, że taka sytuacja to błędne koło - brak odpowiedniej oferty powoduje nielegalną wymianę plików, co z kolei uniemożliwia wprowadzenie nowych rozwiązań. Neil Gane dodał także, że proponowane przez internautów ceny są całkowicie nierealne, gdyż nie będą w stanie pokryć kosztów produkcji. Zapomniał on chyba jednak, że stacje telewizyjne czy wytwórnie zarabiają także na inne sposoby - sprzedaż gadżetów, reklam czy product placement.

Walka z internautami już w kilku krajach się rozpoczęła - Szwecja, Francja, Korea Południowa czy Finlandia to tylko niektóre przykłady. Jeśli widoczne będą efekty, możliwe będą dalsze kroki ze strony przemysłu rozrywkowego. Historia jednak wielokrotnie pokazała, że internauci znajdą wyjście z prawie każdej sytuacji.

[Michał Chudziński]