Apple, ogromny gigant technologiczny i jedna z najcenniejszych firm na świecie, zarządzana przez profesjonalistów, którzy codziennie podejmują kluczowe decyzje i mierzą się z wieloma problemami - ma obecnie naprawdę spory problem z którym muszą iść przed sąd. Słuchajcie tego, jak donosi NYT, Apple pozwał niezależną artystkę, którą co miesiąc na Spotify odwiedza około 100 słuchaczy - uwaga, uwaga - za pseudonim "Franki Pineapple". A dlaczego? Apple twierdzi, że jej pseudonim, Franki Pineapple, jest zbyt zbliżony do "Apple".

Apple Ananas

Zgodnie z dokumentami złożonymi przez firmę, Apple powiedział, że nazwy były "nazwami owoców, a zatem dają podobne wrażenie komercyjne". Rozważali również także zakwestionowanie logo Stephanie Carlisi, która kryje się pod pseudonimem artystycznym Franki Pineapple. Pytacie znów dlaczego? Odpowiadamy - dlatego, że na logo tym jest eksplodujący ananas. Tak, Apple idzie do sądu, bo wg nich, w ananasie jest jabłko, a jabłko to ich znak towarowy. "To nawet nie jest jabłko", powiedziała Carlisi gazecie NYT. "Mówisz ludziom, że nie mogą przywłaszczyć sobie owoców ani niczego, co ma związek z Apple, czyli tą firmą molochową".

To nie pierwszy raz, kiedy Apple rzucił wyzwanie małej firmie, projektowi lub marce na wyjątkowo słabych, a nawet absurdalnych podstawach, a NYT donosi, że wielu z tych właścicieli po prostu się poddaje, ponieważ nie mają oni pieniędzy ani zasobów, aby walczyć z tak ogromnym gigantem. Stephanie Carlisi na szczęście była w stanie walczyć z pozwem i wygrała. Nie chodzi o to, że wielkie marki nie powinny mieć możliwości chronienia swoich znaków towarowych, ale kiedy gromadzisz stosy wniosków, idziesz na drogę sądową tylko dlatego, że w nazwie ananasa (ang. Pineapple) jest jabłko (ang. Apple), to wydaje się to naprawdę oderwanym od rzeczywistości problemem i argumentem do pozwu sądowego. Być może jakiś młody prawnik albo stażysta potrzebował atencji?

Zostaje nam tylko czekać na moment, w którym Apple stwierdzi, że wszystkie jabłka na świecie są tak naprawdę ich znakiem towarowym, i albo ich cena podskoczy o kilka tysięcy procent, albo po prostu zostaną przez giganta zakazane w uprawie przez sadowników.