Nie wydaje się, by odkrycie to było przełomowe, jednak jest to kolejny głos w dyskusji o sposobach ochrony praw autorskich. Po raz kolejny okazuje się bowiem, że stosowane obecnie coraz częściej środki są po prostu nieskuteczne.

Dwa najpopularniejsze sposoby walki z piractwem to obecnie albo pozwy sądowe, albo blokady serwisów uznawanych za pirackie nakładane przez dostawców internetu. Jak dotąd jednak nie osiągnięto spektakularnych efektów w postaci zmniejszenia skali piractwa. I to pomimo faktu, że dobra takie, jak filmy czy muzyka są coraz powszechniej dostępne dzięki niewygórowanym opłatom w serwisach je oferujących.

Coraz częściej słychać głosy kwestionujące taki sposób walki ze zjawiskiem, najczęściej oprócz samych internautów są to naukowcy. Ci ostatni nie ustają w badaniach zjawiska. Serwis TorrentFreak publikuje wyniki badań profesora uniwersytetu w Padwie, Giorgio Clementego. Porównał on ruch w serwisach oferujących darmowe pobieranie muzyki czy filmów przed i po wprowadzeniu blokady. We Włoszech zajmuje się tym regulator AgCOM (L'Autorit? per le Garanzie nelle Comunicazioni). Wziął on pod uwagę fakt, że operatorzy takich serwisów zmieniają domeny, gdy obecnie używane są blokowane.

Głównym założeniem mechanizmu jest obniżenie ruchu i zniechęcenie internautów do odwiedzania tego i podobnych serwisów. Okazuje się, że we Włoszech, podobnie, jak w innych krajach osiągnięto efekty odwrotne do zamierzonych. Owszem, ruch do zablokowanych adresów został zlikwidowany, jednak te same serwisy pojawiają się w innych domenach. To po pierwsze.

Po drugie z kolei zaobserwowano, że te "nowe" serwisy rejestrują znacznie większy ruch niż ich poprzednicy. Wniosek? Blokada stanowiła nic innego, jak reklamę danego serwisu. Gdy AgCOM zaczęła się interesować poszczególnymi serwisami, to samo zrobili internauci. Szybko znaleźli nowe adresy i tam przenieśli swoją aktywność. A do nich przyłączyli się kolejni.

Profesor Clemente nie ma wątpliwości, że blokada danego serwisu sprzyja wzrostowi jego użytkowników. A wszystko to dzieje się w majestacie prawa i za publiczne pieniądze. Jeśli podążyć logiką prezentowaną przez przemysł rozrywkowy, powinno to wręcz doprowadzić do wzrostu strat, a nie ich ograniczenia.

Co ciekawe z raportu wynika także, że dzięki działaniom AgCOM wśród Włochów popularność zdobyły serwisy uprzednio tam w ogóle niedostępne. Wszystko właśnie za sprawą rozgłosu. Clemente dodaje, że "środki i energia, które dostawcy internetu wykorzystują w swych wysiłkach zmierzających do blokowania stron są całkowicie nieusprawiedliwione, podobnie, jak aktywność w zakresie praw autorskich AgCOM, biorąc pod uwagę oczywistą nieefektywność podejmowanych działań."

Włoskie przepisy mogą zostać jeszcze uchylone. Pod koniec roku ma się nad nimi pochylić Sąd Konstytucyjny. Zbada on, czy blokada nie ogranicza prawa swobodnej wypowiedzi. Nawet jeśli zapadnie wyrok korzystny dla serwisów internetowych, nie należy oczekiwać zmiany podejścia branży filmowej czy muzycznej do zagadnienia. Ta wydaje się głucha na argumenty.

[Michał Chudziński]