Francuska agencja pochwaliła się ilością wysłanych do internautów ostrzeżeń. Liczby bezwzględne mogą wydawać się duże, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Z kolei w Zjednoczonym Królestwie rusza kampania edukacyjna wymierzona w piractwo.

Tzw. ustawa Hadopi obowiązuje we Francji od września 2010 roku. Wprowadziła ona prawo trzech ostrzeżeń za naruszenia praw autorskich, a także stworzyła agencję Hadopi, stojącą na czele całego procesu. Nowe prawo było krytykowane jako naruszające prawa i wolności internautów, spodziewano się także jego niskiej skuteczności mierzonej wzrostem sprzedaży legalnych filmów czy muzyki.

W zamyśle ustawodawcy system ten ma mieć przede wszystkim charakter edukacyjny - chodzi o to, by internauci byli świadomi swoich czynów i ich konsekwencji, a niekoniecznie o to, by stawiać ich przed wymiarem sprawiedliwości. Choć oczywiście takie działanie jest możliwe dla najbardziej "opornych". Większą popularność ma co prawda blokowanie serwisów internetowych podejrzanych o naruszenia prawa autorskiego. Także jednak i to działanie zdaje się nie odnosić zamierzonych skutków.

Jakie efekty osiągnięto nad Sekwaną? Agencja nic nie mówi o zmianach w przychodach firm, a jedynie o tym, ile ostrzeżeń wysłała. Serwis TorrentFreak podaje dane z raportu agencji. W okresie od września 2010 do czerwca 2015 wysłano 4.897.883 pierwszych ostrzeżeń, 482.667 osób otrzymało drugie, a 2.221 także i trzecie. Dopiero gdy trzecie ostrzeżenie nie skutkuje, sprawa kierowana jest do wymiaru sprawiedliwości. W pierwszym półroczu tego roku prokurator otrzymał 169 zawiadomień, rok wcześniej było ich 46.

Teraz zapewne łączna liczba pierwszych ostrzeżeń przekroczyła już pięć milionów. Szacuje się, że posiadacze praw autorskich skierowali do agencji około 37 milionów skarg, z czego zaledwie 1/7 przerodziła się w pisma wysłane do internautów. A spraw, które trafiły do prokuratury, było w czasie obowiązywania ustawy nie więcej niż kilkaset. Czy jest to sukces? Sami oceńcie.

Tymczasem w Zjednoczonym Królestwie...


Podobny system ostrzeżeń wysyłanych do internautów ma działać także w Wielkiej Brytanii. Jest on jednak częścią większego programu walki z piractwem internetowym o nazwie Creative Content UK. Ważną jego częścią jest kampania edukacyjna, która według serwisu TorrentFreak ma ruszyć jeszcze tego lata.

Jej zadaniem jest informowanie oraz zwiększenie świadomości konsumentów w zakresie praw autorskich. Ma wskazywać legalne i łatwo dostępne sposoby uzyskiwania dostępu do muzyki, książek, gier czy filmów. Wielka Brytania stawia przede wszystkim na edukację, więc najpierw spodziewać się można startu kampanii, a dopiero później wysyłki ostrzeżeń do internautów.

Program ma wsparcie rządu w Londynie - zarówno prawne, jak i finansowe - który liczy na spadek piractwa online, skutkujący większą sprzedażą i wyższymi wpływami podatkowymi. Skutki kampanii edukacyjnej mają być mierzone za pomocą przeprowadzanych sond wśród brytyjskich internautów.

Podejście Brytyjczyków wydaje się sensowne. Najpierw zachęty do korzystania z legalnych źródeł (co pewnie będzie miało, przynajmniej częściowo, charakter reklamy), a dopiero potem potencjalne negatywne konsekwencje dla internautów.

[Michał Chudziński]