Obecnie można łatwo usunąć film z YouTube albo plik z Chomikuj.pl, jeśli tylko zgłosi się ten materiał jako naruszenie. Czy rejestratorzy domen mogliby działać podobnie? Czy powinni z powodu skargi blokować strony zgłoszone jako pirackie? Przemysł rozrywkowy tego chce, a władze USA najwyraźniej go słuchają.

Powszechnie wiadomo, że w internecie można łatwo zablokować legalną treść zgłoszoną jako piracką. Przykładem może być np. usuwanie nagrań śpiewu ptaków z Chomikuj.pl. O wiele trudniejsze może być zablokowanie strony uznanej za piracką. W takim przypadku najczęściej nie wystarczy samo podejrzenie piractwa i konieczny może być np. nakaz sądowy.

A gdyby tak blokować strony bez nakazów sądowych, bo ktoś się poskarżył? Ta idea bardzo podoba się przemysłowi rozrywkowemu i była już w praktyce stosowana. Brytyjska policja podejmowała działania polegające na wysyłaniu do rejestratorów domen listów z prośbą o zawieszenie świadczenia usług dla określonej domeny. Te listy nie były żadnymi nakazami. Były tylko prośbami, ale wspartymi autorytetem policji. Niektórzy rejestratorzy ulegali takim prośbom, inni orientowali się, że to była tylko próba nadużycia. Tak czy owak idea zaczęła działać.

USTR wskazuje "pirackich rejestratorów"


Organizacje takie, jak RIAA, IFPI czy MPAA, już zabiegają o to, aby zyskać wpływ na rejestratorów i w ten sposób dostać nowe narzędzie cenzury internetu, w imię ochrony praw autorskich. To pragnienie RIAA i IFPI zostało wyrażone m.in. w liście do ICANN, w którym czytamy, że "cały internetowy ekosystem" powinien być odpowiedzialny za "zniechęcanie do naruszeń praw autorskich".

Widać też, że przemysł rozrywkowy zaraził swoim myśleniem władze USA. Niedawno Biuro Amerykańskiego Przedstawiciela ds Handlu (USTR) wydało raport na temat pirackich rynków online. Nowością w tym raporcie jest to, że wskazano nie tylko pirackie strony umożliwiające pobieranie muzyki czy filmów. Po raz pierwszy wskazano rejestratora domen, który zdaniem USTR ułatwia piractwo. Tym rejestratorem jest Tucows.com.

Na 9. stronie raportu USTR wyraźnie daje do zrozumienia, że jego zdaniem niektórzy rejestratorzy mogą wspierać piractwo. USTR twierdzi też, że porozumienia pomiędzy ICANN i rejestratorami wymagają od rejestratorów podejmowania działań w razie zauważenia nielegalnej aktywności na stronach.

Majstrowanie przy podstawach internetu


Innego zdania jest organizacja Electronic Frontier Foundation. Jej zdaniem porozumienia z ICANN wcale nie zobowiązują rejestratorów do podejmowania działań w przypadku skarg. Zdaniem EFF amerykański urząd nie mówi prawdy, tylko przedstawia życzenia przemysłu rozrywkowego. Oczywiście rejestrator powinien reagować na nakazy sądowe i Tucows też to robi. Można jednak wątpić w to, czy rejestrator powinien oceniać legalność działania strony i czy powinien zawieszać świadczenie usług tylko dlatego, bo ktoś się poskarżył.

- MPAA i RIAA chcą teraz, by zagraniczni rejestratorzy wypełniali ich żądania. Mogą zmienić śpiewkę, gdy strony ich członków będą usunięte z internetu za nieudowodnione i bezpodstawne skargi - czytamy na blogu EFF.

O tym problemie pisze także David Post na łamach Washington Post. Zauważa on, że posiadacze praw autorskich chcą majstrować przy podstawowej technicznej infrastrukturze internetu tylko po to, aby regulować treść komunikacji. To bardzo źle wygląda. Należałoby też spytać, kto upoważnił ICANN do zajmowania się walką z piractwem? Rolą tej organizacji jest dbanie o to, aby internet działał.

Można być niemal pewnym, że jeśli zwiększymy odpowiedzialność po stronie rejestratorów, będą oni podejmować działania nadmierne tylko po to, aby nie narazić się ICANN (podobnie jak dziś operatorzy stron też nadmiernie usuwają treści w obawie przed pozwaniem za naruszenie praw autorskich). Owszem, pewne procedury "antypirackie" zostaną skrócone, ale co dostaniemy w zamian? Czy te skrócone procedury przyniosą coś dobrego? Problem był już przerabiany przy okazji SOPA, ale najwyraźniej to nie wystarczyło.

[Marcin Maj]