Gazeta zapłaci 10 tys. euro za polecanie programów i stron do "darmowego pobierania" - zdecydował sąd we Francji. Przemysł rozrywkowy nie raz odgrażał się gazetom polecającym takie programy, choć akurat w tym przypadku dziennikarze mogli przekroczyć bezpieczną granicę.

Przemysł rozrywkowy nie życzy sobie, żeby gazety pisały o takich rzeczach jak programy do P2P albo miejsca w sieci, z których można pobrać "pirackie" filmy i muzykę. Na tym gruncie powstaje ciekawy konflikt między prawami autorskimi i wolnością słowa. Dziennikarze nie powinni zachęcać do naruszania cudzych praw, choć z drugiej strony absurdem byłoby zmuszanie ich do milczenia o wszystkim, co może mieć związek z piractwem.

10 tys. euro za zachęcanie do piractwa


We Francji niedawno zakończył się spór pomiędzy wydawcą magazynu Téléchargement a organizacją SCPP reprezentującą producentów muzycznych i filmowych. Gazeta zapłaci karę w wysokości 10 tys. euro za naruszenie przepisów, które zakazują świadomego zachęcania do używania oprogramowania wyraźnie służącego naruszeniom. Kara 10 tys. euro może się wydawać wysoka, ale francuskie przepisy przewidują w takich wypadkach nawet trzy lata więzienia i 300 tys. euro kary.

Z komunikatu SCPP wynika, że wyrok jest prawomocny.

To pierwszy raz, gdy we Francji gazeta została ukarana za tego typu zachęcanie do piractwa. Być może byłaby to okazja do ciekawych dyskusji o wolności słowa gdyby nie to, że w tym przypadku gazeta naprawdę mogła przesadzić.

Granica była przekroczona?


O okolicznościach sprawy pisze francuski Next Impact. Według jego relacji na okładce spornego numeru magazynu pojawiła się czaszka i zachęta do czytania o najlepszych programach do pobierania za darmo. Na kolejnych stronach znajdowały się wzmianki o pirackich forach oraz wyjaśnienia, że nie musisz korzystać z ciemnej strony internetu, żeby mieć dostęp do pirackich pobrań. Niektóre zdania nie pozostawiały wątpliwości, że porady dotyczą pobierania treści nieautoryzowanych.

Akurat w tym przypadku rzeczywiście mogło dojść do przekroczenia granicy pomiędzy opisywaniem rzeczywistości, a zachęcaniem do naruszania praw autorskich. To może tłumaczyć, dlaczego wydawca nie zdecydował się na kontynuowanie walki w sądzie.

Gazety, wolność słowa, piractwo


Pierwszy raz słyszymy o takim wyroku, ale warto wspomnieć, że spory pomiędzy gazetami i przemysłem rozrywkowym nie są nowością. W roku 2011 serwis CNET został pozwany przez muzyków i pewnego filmowca w związku z tym, że na swoim portalu umożliwiał pobranie programu Limewire. Przedstawiciele muzyków twierdzili, że zabezpieczyli dowody świadczące o tym, że CNET zachęcał do naruszeń praw autorskich. Ten spór został zakończony po cichu. Pozew wycofano i okazało się, że jednak dowody nie były bardzo mocne (zob. Wired, 'Massive Infringement' Case Against CNET Dropped).

W kwietniu tego roku miał miejsce inny spór, choć już nie sądowy. Dwie hiszpańskie gazety napisały o istnieniu alternatyw dla serwisu The Pirate Bay. Miało to związek z zablokowaniem The Pirate Bay w Hiszpanii, a gazety chciały pokazać nieskuteczność antypirackiej cenzury. W tej sytuacji filmowcy na Twitterze zaczęli nawoływać do tego, aby zaprzestać inwestowania w gazety "wspierają nielegalne pobieranie". Jedna z gazet w obliczu tej krytyki zdecydowała się na usunięcie artykułu.

[Marcin Maj]