Google zarabia rewelacyjnie, ale jej świetny model biznesowy wydaje się gasnąć. Czy w tej sytuacji firma chaotycznie szuka nowego hita, czy może metodycznie wykonuje testy A/B na ogromną skalę?

Google ogłosiła wczoraj swoje wyniki finansowe i jak zwykle jeśli chcemy je omówić, musimy operować kwotami pieniędzy niewyobrażalnymi dla każdego z nas. Przychód firmy za III kwartał wyniósł 16,52 mld dolarów, a więc był o 20% większy niż rok wcześniej. Zysk netto wyniósł 2,81 mld dolarów. Strony Google przyniosły 11,25 mld dolarów, a więc 20% więcej niż rok wcześniej. Strony partnerów wygenerowały 3,43 mld dolarów, a więc wzrost wyniósł 9%.

Wydaje się, że jest dobrze i może być jeszcze lepiej, ale inwestorów coś jednak martwi.

A co, jak Google przestanie rosnąć?


Ciągle spada koszt kliknięć w reklamy na Google. W minionym kwartale spadek wyniósł zaledwie 2%, ale mimo wszystko jest to kolejny kwartał spadku. Nikt nie spodziewa się odbicia, bo rosnąca popularność urządzeń mobilnych raczej temu nie sprzyja. Wzrost liczby płatnych kliknięć wyniósł co prawda 17%, ale przed ogłoszeniem wyników oczekiwano, że wyniesie 22%.

Inwestorów martwi więc słabnący wzrost, a do tego dochodzą opinię, że Google nie zdobywa wystarczająco szybko platform mobilnych. Trzeba przyznać, że Facebook o wiele lepiej radzi sobie z rozwojem mobilnej reklamy, takie przynajmniej można odnieść wrażenie. Obecny model biznesowy Google wydaje się bardzo dobry, ale nie musi być wieczny. Z tego powodu coraz więcej analityków, inwestorów i obserwatorów rynku pyta, czy Google stworzy jakieś inne źródło przychodów, na które kiedyś będzie mogło się przesiąść?

Porażki, czy mega testy?


Google oczywiście szuka tego źródła. Często można odnieść wrażenie, że firmie coś się nie udaje. Wielu ludzi pamięta takie porażki jak Google Wave albo Google Health. Są też bardzo obiecujące projekty jak np. automatyczne samochody, ale nie da się ich zamienić w atrakcyjne produkty w ciągu roku czy dwóch. Czy giganta czeka zmierzch?

Może tak, może jeszcze nie. Bardzo ciekawą teorię w tym temacie przedstawił Ron Amadeo na łamach Ars Technica. Jego zdaniem pozornie chaotyczne działania Google mogą być w rzeczywistości wielką serią testów A/B. Firma z maniakalnym uporem uruchamia kolejne projekty i zazwyczaj te projekty wprost ze sobą konkurują.
Dobrym przykładem jest tutaj para systemów operacyjnych od Google - Chrome OS i Android. Zarówno uruchomieniu Chrome OS jak i Androida towarzyszyły wątpliwości obserwatorów. Dziś już wiemy, który z tych systemów jest dla Google ważniejszy, ale kiedyś nie było to tak bardzo oczywiste.

Google ma również dwa projekty w zakresie wearable computingu (Google Glass i Android Wear), a nieudany ostatecznie projekt Google Wave mógł być alternatywą dla Gmaila. Google Maps i Google Earth to dwa różne podejścia do map. Gdy Google kupiła YouTube, miała wcześniej Google Video. Udostępnianie urządzeń Nexus przy jednoczesnym wspieraniu innych producentów też można odebrać jako coś w rodzaju testu A/B.

Bardzo ciekawy jest przykład "telewizyjnych" eksperymentów Google. Najpierw było Google TV, potem Android TV, a potem Chromecast, a jeszcze niedawno doszedł do tego Nexus Player. Kto wie? Może Google wesprze niebawem inny projekt konsoli gier, aby mieć "plan B" w razie niepowodzenia Nexus Playera?

Trzeba przyznać, że teoria wielkich testów A/B wydaje się w jakiś sposób wyjaśniać działania Google. Czyni je nagle niezwykle logicznymi. Oczywiście to może być tylko dobra teoria tłumacząca chaos i nic więcej. Nie można też wykluczyć, że pomimo tak szerokich testów A/B, firmie Google i tak nie uda się znaleźć hita na miarę tego obecnego biznesu z wyszukiwarki.

[Marcin Maj]