A to dopiero początek. Państwowy telekom zapowiada uruchomienie kilkudziesięciu hotspotów na całej wyspie. Cena, mimo że niższa niż jeszcze niedawno, nadal pozostaje barierą dla wielu przeciętnych Kubańczyków.

Dostęp do internetu na Kubie jest dobrem bardzo ciężko osiągalnym, przede wszystkim ze względu na cenę oraz samą dostępność. Korzystanie z dostępu do sieci w domu było praktycznie niemożliwe, chyba, że zajmowało się wysokie stanowisko państwowe. Pozostają szkoły, miejsca pracy, kawiarenki internetowe i hotele. W tych ostatnich godzina surfowania kosztować mogła nawet jedną trzecią średniej miesięcznej wypłaty na stanowisku państwowym. Dla zdecydowanej większości osób była to bariera nie do przejścia.

Internet na Kubie dostępny był niedawno jedynie za pośrednictwem satelity, gdyż USA nie zgadzały się na poprowadzenie dnem morza odpowiedniego kabla. Dopiero w lipcu 2012 roku udało się uruchomić pierwsze kablowe połączenie z zagranicą - z Wenezuelą. Dzięki temu spadł koszt dostępu, ale głównie dla administracji państwowej. Teraz jednak przyszedł czas na kolejną małą rewolucję, która może wprowadzić szersze grona Kubańczyków do internetu.

Agencja Associated Press podaje, że w ostatnich tygodniach, wzdłuż jednej z głównych ulic Hawany - 23 Ulicy - instalowane były routery celem zapewnienie dostępu do wi-fi. I faktycznie - w środę na ulicach stolicy można było zobaczyć sporo ludzi korzystających ze smartfonów czy tabletów. Godzinny dostęp kosztuje 2 dolary, nadal dość dużo, jednak cena jest bardziej dostępna niż wcześniej. Nie zmienia to faktu, że na częstsze korzystanie z sieci pozwolą sobie pewnie głównie osoby pracujące w sektorze prywatnym i otrzymujące pieniądze od rodziny z zagranicy.

Za małą rewolucję odpowiedzialny jest państwowym telekom Etecsa, który zapowiedział, że zamierza uruchomić w całym kraju 35 tego typu hotspotów. Dostęp wszędzie kosztować ma 2 dolary za godzinę i wymagać będzie rejestracji u operatora.

Czy to wstęp do większej liberalizacji? Niewykluczone. Ostatnio na Kubie ma miejsce odwilż polityczna i gospodarcza. Historyczne spotkanie Baracka Obamy i Raula Castro doprowadziło do zapowiedzi, że oba państwa otworzą swoje placówki dyplomatyczne. Umożliwienie działania sektorowi prywatnemu ma być z kolei sposobem na uratowanie, chylącej się ku upadkowi, gospodarki.

[Michał Chudziński]