O tym, że głośna afera z eksplodującymi Samsugnami Galaxy Note 7 odbiła się bolesnym piętnem na skórze koreańskiego giganta nie trzeba zapewniać chyba nikogo. Nic więc dziwnego, że producent postanowił poważnie potraktować sprawę i zrobić wszystko, aby podobna wtopa nie zdarzyła się już nigdy więcej.

Wybuchającym telefonom winne były akumulatory. Ze względu na pośpiech przed premierą urządzeń nie zostały one w należyty sposób przetestowane, co spowodowało nieprzyjemne, dla niektórych wręcz tragiczne wypadki.

W wewnętrzne śledztwo w celu ustalenia przyczyny zaangażowano aż 700 pracowników, 20 000 egzemplarzy felernego modelu Samsunga oraz 300 000 akumulatorów. Liczby robią wrażenie. Na podstawie szczegółowych badań inżynierowie doszli do wniosków, że bezpośrednią odpowiedzialność za awarie ponoszą właśnie akumulatory. Co ciekawe, akumulatory z dwóch różnych partii produkcyjnych.

W przypadku pierwszej problem polegał na błędnym dostosowaniu wymiarów baterii, co doprowadziło do wygięcia elektrod i w konsekwencji zapłonowi akumulatora.

W przypadku innych egzemplarzy Samsung zdecydował się na zakup akumulatorów od firmy Amperex. Ta, chcąc zaspokoić popyt i nadążyć z produkcją, również nie popisała się pod względem wykonania, poważnie zaniedbując kwestie izolacji akumulatorów, co pociągnęło za sobą identyczne konsekwencje, jak w przypadku źle wymierzonych akumulatorów samego Samsunga.

Koreańczycy zapewnili, że wnioski z wpadki zostały wyciągnięte a firma wprowadziła specjalny, ośmiostopniowy proces weryfikacji poziomu bezpieczeństwa swoich urządzeń. Potwierdzono również oficjalnie (choć nie powinno to być już dla nikogo zaskoczeniem), że w lutym podczas MWC 2017 Samsunga Galaxy S8 NIE zobaczymy - trzeba będzie na niego poczekać dłużej.