Dwa mocarstwa mogą oficjalnie zobowiązać się do tego, by nie prowadzić wojny cyfrowej w czasach pokoju. To być może symboliczny, ale jednak ważny krok do uregulowania używania cyberbroni na świecie.

Chiny i Stany Zjednoczone negocjują o czymś, co może być pierwszym na świecie porozumieniem w sprawie "kontroli zbrojeń" w cyberprzestrzeni. To porozumienie ma zawierać wzajemne zobowiązanie do nieużywaniacyberbroni w celu uszkodzenia krytycznej infrastruktury drugiego państwa w czasie pokoju. Informacje na ten temat podaje NY Times powołując się na anonimowych urzędników zbliżonych do sprawy.

Z doniesień gazety wynika, że porozumienie jest negocjowane "w ostatnich tygodniach" i miałoby być ogłoszone gdy z wizytą do Waszyngtonu przybędzie Xi Jinping - Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej (zob. NY Times, U.S. and China Seek Arms Deal for Cyberspace).

Chiny i USA na cyberwojennej ścieżce


Chiny i Stany Zjednoczone od dawna wzajemnie oskarżają się o cyberataki. Początkowo te oskarżenia miały charakter nieoficjalny, ale w maju 2013 roku amerykański Departament Obrony przedstawił swój raport dla Kongresu, w którym oficjalnie przypisano chińskiemu rządowi winę za ataki na systemy komputerowe używane przez rząd USA.

Jeszcze wcześniej czołowe amerykańskie gazety informowały, że są ofiarami chińskich cyberataków, które mają na celu wydobycie informacji z ich systemów. Głośno było również o raporcie firmy Mandiant mówiącym o tym, że za atakami stoi chińska armia, która posiada do tego celu specjalną "jednostkę 61398".

Pytanie brzmi, czy Chiny i USA naprawdę są zdolne do cybernetycznego zawieszenia broni? Pewne wydarzenia sugerują, że tak. Agencja Reuters donosi, że już teraz zaobserwowano spadek pochodzących z Chin cyberataków na firmy amerykańskie. Potwierdzili to dla agencji przedstawiciele niektórych firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Skoro negocjacje nad porozumieniem trwają od pewnego czasu, można łączyć ten spadek hakerskiej aktywności ze zbliżaniem się do porozumienia (zob. Reuters, Chinese computer hack attacks slow ahead of Obama summit-experts).

Szpiegostwo to nie cyberwojna?


Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze, że nie wiemy jaki będzie zakres i charakter porozumienia. Jeden z urzędników zbliżonych do sprawy powiedział, że przywódcy Chin i USA nie muszą ustalić konkretnych zasad dotyczących cyberataków. Mogą jedynie zawrzeć porozumienie, które będzie potwierdzeniem zasad wypracowanych wcześniej przez ONZ i mówiących o tym, że żadne państwo nie powinno niszczyć infrastruktury krytycznej związanej ze świadczeniem usług dla społeczeństwa.

Do tej pory Chiny nie atakowały infrastruktury krytycznej. Ataki na gazety mogły służyć pozyskaniu cennych informacji, ale nie miały zdestabilizować działania kraju czy jakiejś krytycznej infrastruktury. Poza tym amerykańskie firmy skarżą się na cyberataki służące kradzieży własności intelektualnej, ale to również nie jest to, co rozumiemy jako "cyberwojnę".

Trudno też uwierzyć w to, aby amerykańsko-chińskie porozumienie powstrzymało służby specjalne obydwu krajów od szpiegowania się nawzajem z użyciem środków elektronicznych. Wycieki Edwarda Snowdena pokazały, że akurat w tej kwestii Stany Zjednoczone nie pozostają Chinom dłużne.

Cyberbroń to także broń


Trzeba też mieć na uwadze, że nawet po zawarciu "cyberpokoju" obie strony mogą dokonywać różnych prób z cyberbronią, albo jakaś trzecia strona będzie chciała zrobić wrażenie, że "cyberpokój" jest naruszany.

Mimo tych wszystkich problemów trzeba przyznać jedno - sama próba zawarcia porozumienia może być istotnym wydarzeniem. Po raz pierwszy dwa kraje potraktują cyberbroń jako jeden ze środków agresji, który powinien być w jakimś stopniu kontrolowany.

[Marcin Maj]