W ciągu najbliższych dni możemy być świadkami aresztowania jednej z najważniejszych osób dla firmy Samsung, a także dla całego światowego biznesu technologicznego. Jay Y. Lee jest podejrzany o nielegalną współpracę z byłą prezydent Korei Południowej, Park Guen-hye. Na trop afery korupcyjnej wpadła niedawno tamtejsza prokuratura.

O areszt dla wiceprezesa oraz jego syna, Lee Kun-hee, wnosi prokurator Park Young-soo. Według przedstawionych przez niego dowodów, Lee, pełniący niegdyś funkcję prezesa firmy, za pośrednictwem niektórych filii Samsunga przekazywał duże sumy pieniędzy pani Choi Soon-sil, nieformalnej doradczyni odsuniętej niedawno od władzy Guen-hye.

W zamian za wspomniane wyżej pieniądze była prezydent miała rzekomo pomagać podczas wprowadzania zmian strukturalnych w firmie. Agencje rządowe przymknęły w ramach tej pomocy oko między innymi na połączenie dwóch filii, które okazało się z kolei krzywdzące dla mniejszościowych akcjonariuszy spółki.

Na konta Choi Soon-sil wpłynęło natomiast około 36 mln dolarów. Jak zeznaje Lee, wpłaty te nie miały jednak żadnego związku z próbami przekupstwa, a zostały jedynie wymuszone. Prokurator niechętnie jednak daje wiarę tym zeznaniom.

Trzeba zauważyć, że mówimy tu o bardzo poważnej sytuacji zarówno dla firmy Samsung, jak i areny politycznej. Producent odpowiada bowiem za aż 20% produktu krajowego Korei Południowej. Jego ewentualne problemy z kolei przełożyć się mogą na całą sytuację gospodarczą zarówno w samej Korei, jak i pośrednio w innych państwach.