Pewien operator telekomunikacyjny jest gotowy na blokowanie reklam takich firma jak Google czy Yahoo. Może to być sposób na zmuszenie firm takich jak Google, by zaczęły dzielić się z operatorami pieniędzmi.

Temat blokowania reklam najczęściej kojarzy się z Adblockiem. Wydawców denerwuje to, że Adblock próbuje zarabiać na blokowaniu rekalm. Niebawem jednak może się okazać, że blokowanie reklam przez internautów jest niczym w porównaniu z blokowaniem ich przez operatorów.

Włączą blokady pod koniec roku?


Jak donosi Financial Times, kilku dostawców internetu mobilnego szykuje się do blokowania reklam w swoich sieciach. Gazeta wie o tym od jednego operatora, który już zainstalował stosowne oprogramowanie w swoich centrach danych i może je włączyć przed końcem 2015 roku. Oprogramowanie ma uniemożliwiać załadowanie się reklam na stronach czy w aplikacjach i chodzi o takie reklamy jak te dostarczane przez Google czy Yahoo.

Technologia blokowania została opracowana przez izraelski startup Shine. Może być wdrożona przez operatorów na dwa sposoby. Opcja pierwsza - internauci dostaną od operatora możliwość zablokowania reklam, jako element usługi. Opcja druga jest określana jako "bomba" i może polegać na tym, że operator po prostu zablokuje reklamy dając do zrozumienia firmom takim jak Google, że oczekuje od nich pieniędzy. Operator, który zdecydowałby się na taki krok, znalazłby sobie wielu wrogów. Ucierpiałaby nie tylko firma Google, ale także wydawcy stron i firmy działające w biznesie reklamowym (zob. FT, Mobile operators plan to block online advertising).

Pomysł nienowy


Pomysł opisany przez Financial Timesa tak naprawdę nie jest nowy. W styczniu 2013 roku francuski operator Free ogłosił, że zaoferuje internet z domyślnym blokowaniem reklam. Pomysł ten poparli nawet niektórzy politycy, ale krótko potem interweniował francuski rząd. Fleur Pellerin, minister ds. małych i średnich przedsiębiorstw, innowacji i gospodarki cyfrowej, wezwała operatora do usunięcia blokady. Minister mówiła, że takie blokady są niezgodne z ideą wolnego i otwartego internetu.

Chodzi o neutralność sieci


Rzeczywiście problem blokowania reklam przez operatorów zamyka się w kwestii neutralności internetu. Operatorzy telekomunikacyjni od dawna mówią, że firmy takie jak Google zarabiają dzięki rozwijanej przez nich infrastrukturze. Dlatego - zdaniem operatorów - takie firmy powinny się dokładać do biznesu telekomów.

Po drugiej stronie sporu są dostawcy usług elektronicznych. Ich zdaniem internet byłby bezwartościowy gdyby nie świadczone przez nich e-usługi. Potęga internetu opiera się na tym, że operatorzy przesyłają dane różnych podmiotów i wszystkie traktują tak samo. Internet przestaje być internetem w momencie, gdy niektóre dane traktowane są wyjątkowo. Telekomy chciałyby, aby firmy takie jak Google płaciły za lepsze traktowanie danych. Tego celu nie udało się jeszcze osiągnąć, więc telekomy atakują problem od drugiej strony. Zapowiadają, że pewne dane mogą potraktować gorzej, albo w ogóle zablokować...

Jeśli faktycznie dojdzie do blokowania reklam, powstanie bezprecedensowy konflikt. Obie strony tego konfliktu będą naciskać na polityków. Telekomy będą chciały potwierdzić swoje prawo do dławienia wybranych rodzajów ruchu. Firmy "internetowe" będą się starać o utrzymanie zasad otwartego internetu, aby powstrzymywać operatorów przed blokowaniem.

Obecnie w Europie sprawa neutralności sieci jest ciągle otwarta. Rada Unii Europejskiej dała do zrozumienia, że jest przychylna pewnym prośbom operatorów. Nie jest też tajemnicą, że komisarz UE Günther Oettinger jest przeciwnikiem neutralności sieci.

[Marcin Maj]