Miejscowość Chattanooga w amerykańskim stanie Tennessee kiedyś słynęła jedynie z nietypowej nazwy. Później, zrobiło się o niej głośno, gdy prywatna lokalna firma The Electric Power Board (EBP) została pozwana przez potężny Comcast za to, że w roku 2008 rozpoczęła budowę infrastruktury umożliwiającej zakładanie w miasteczku superszybkiego internetu. Pozywający, powołując się na naruszanie swojego interesu, przegrał jednak w sądzie i od tamtej pory Chattanooga stało się małym symbolem walki o prawo do jak najszybszego internetu. Dziś EBP jest głównym dostawcą usług sieciowych w miasteczku, a od kilku dni ich niezwykła oferta 10Gbps jest dostępna na terenie całej miejscowości. Tym samym Chattanooga stało się miastem z najszybszym łączem internetowym na świecie, choć wcale w tym osiągnięciu nie jest pierwsze.

Kilka tygodni temu podobnego ogłoszenia dokonało Fibrant, działające na terenie Salisbuty w Północnej Karolinie. Oferta dostępna w Tennessee jest jednak o wiele atrakcyjniejsza, a do tego dociera do absolutnie każdego mieszkańca miasta. Za internet 10Gbps trzeba zapłacić "zaledwie" 299 dolarów miesięcznie (około 1100 złotych), zaś w Salisbury podobna przyjemność to wydatek rzędu 400 dolarów (około 1500 złotych). Kwoty mogą wydawać się wysokie, ale za instalację i aktywację, mieszkańcy nie muszą niczego płacić. Gdy porównamy to do oferty wspominanego Comcastu, nawet kilkaset dolarów wydaje się niewielkimi pieniędzmi - amerykański gigant za założenie internetu 2Gbps w Chattanooga życzy sobie 300 dolarów miesięcznie, oraz 1000 dolarów za podłączenie i uruchomienie usługi.

Internet 10Gbps w rzeczywistości pozwala na pobieranie danych z prędkością około 1,25 gigabajtów na sekundę. W Polsce niestety żaden z operatorów nie oferuje równie atrakcyjnych warunków, choć powoli zbliżamy się do reszty państw Zachodu. Całkiem niedawno Orange wprowadził do wybranych miejsc Orange Supernova - łącze pozwalające na pobieranie z prędkością 600 Mb/s.