Informacje o rzekomej legalizacji piractwa w UK pojawiały się ostatnio w internecie. Nic takiego się nie stało, pomieszano różne informacje, a Wielka Brytania jest państwem raczej uległym wobec antypiratów.

W ciągu ostatnich dni otrzymywałem e-maile od różnych osób, które pisały mi o legalizacji piractwa w Wielkiej Brytanii i były zawiedzione tym, że Dziennik Internautów o tym nie informuje.

Bardzo dziękuję Wam za te e-maile, bo uświadomiły mi one, że ostatnie wydarzenia w Wielkiej Brytanii zostały źle zinterpretowane, także przez niektórych dziennikarzy.

Nie zalegalizowano piractwa w UK


Powiedzmy sobie wprost, że Wielka Brytania nie zalegalizowała piractwa. Skąd w takim razie wzięły się informacje o tej legalizacji? Z dwóch różnych wydarzeń, które mogły się pomieszać i były źle zinterpretowane. Opiszę je w kolejności chronologicznej.

Źródła pomyłki?


10 lipca serwis TorrentFreak poinformował, że brytyjscy politycy obiecali legalizację kopiowania plików MP3, płyt CD i DVD na użytek prywatny. Niektórzy ludzie odebrali to jako zapowiedź "legalizacji piractwa", ale w rzeczywistości chodziło o zapewnienie, że brytyjskie prawo pozwoli obywatelom tego kraju na kopiowanie treści na różne urządzenia.
Warto tu przypomnieć, że Polacy mają prawo do prywatnego kopiowania i nawet za to płacimy przy zakupie czystych nośników i niektórych urządzeń.

TorrentFreak opisał zatem pewną ciekawostkę związaną z brytyjskim prawem i pewnie nie zrobiłby się z tego szum, gdyby nie inne wydarzenie z 19 lipca.

Prawie jak prawo sześciu ostrzeżeń


Właśnie 19 lipca ogłoszono, że w Wielkiej Brytanii ruszy system antypirackich alertów. Poinformowała o tym organizacja BPI reprezentująca przemysł muzyczny.
W ramach "antypirackich alertów" dostawcy internetu będą wysyłać do internautów informacje o tym, że ich łącze zostało wykorzystane do naruszenia praw autorskich. Wraz z taką informacją abonent otrzyma porady dotyczące tego, jak korzystać z legalnych treści.

Co ważne, nie są przewidziane żadne kary dla piratów. W programie będą uczestniczyli operatorzy BT, Sky, TalkTalk i Virgin Media. Dziennik Internautów opisywał tę inicjatywę już w maju tego roku, jeszcze przed jej wdrożeniem.
Ta nowa antypiracka inicjatywa w UK jest wyraźnie wzorowana na prawie sześciu ostrzeżeń, które zostało wprowadzone w USA w lutym 2013 r. Jest jednak poważna różnica między rozwiązaniem brytyjskim i amerykańskim. Amerykański system alertów przewiduje jakąś formę karania abonenta, np. spowolnieniem łącza. System brytyjski nie przewiduje kar i zabiegano o to, aby alerty nie miały charakteru zastraszającego.

Niestety niektóre media zrozumiały to tak, że łagodny charakter antypirackich alertów oznacza de facto legalizację piractwa. Skoro nie będą karać od razu, to można piracić, czy tak? Otóż nie! Media poczyniły błędne założenie. Naruszanie praw autorskich w UK podlega tym samym karom, co kiedyś. Nowe alerty to tylko dodatek wprowadzony na życzenie antypiratów. Ten dodatek był niebezpieczny, bo początkowo antypiraci chcieli otrzymywać od operatorów dane o rzekomych piratach.

Piractwa w UK ani nie zalegalizowano, ani nie "zdekryminalizowano". Odnoszę też wrażenie, że niektórzy ludzie pomieszali informacje o antypirackich alertach z wcześniejszymi doniesieniami TorrentFreaka o prywatnym kopiowaniu.

UK raczej ulega antypiratom


Na koniec warto wspomnieć, że w rzeczywistości Wielka Brytania jest krajem podejmującym niepokojące zabiegi antypirackie. To właśnie w tym kraju utworzono antypiracką jednostkę policji, która w dziwaczny sposób naciska na rejestratorów domen. Również w UK padł pomysł wsadzania piratów do więzienia. W ogólności Wielka Brytania wydaje się krajem bardziej podatnym na naciski przemysłu rozrywkowego niż na postępowe poglądy o wolnym dostępie do kultury.

[Marcin Maj]