Nie da się ukryć, że globalny zasięg i otwartość sprawiają, że w internecie możemy znaleźć dosłownie wszystko. Być może nie byłby to wielki problem, gdyby nie fakt, że owe ''wszystko'' oznacza także najbardziej przerażające i odrażające materiały, dotyczące chociażby wykorzystywania seksualnego, znęcania się nad zwierzętami itd. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że praca tysięcy osób polega na przeglądaniu umieszczanych przez użytkowników treści właśnie w poszukiwaniu takich materiałów.

Jak zauważył Adrian Chen z serwisu Wired, amerykańskie serwisy społecznościowe zatrudniają ponad 100 tys. osób, których zadaniem jest cenzurowanie treści. Co ciekawe, większość z nich pracuje poza USA. Chen odwiedził na przykład biura na Filipinach, gdzie tego typu moderatorom płaci się kilkaset dolarów miesięcznie, by oczyszczali dany serwis ze ''śmieci'' wrzucanych przez użytkowników.

Jak nietrudno się domyślić, tego typu praca niesie ze sobą niezwykle wysokie obciążenie psychiczne. Już jeden filmik, czy zdjęcie zawierający niezwykle drastyczne sceny może dręczyć przez dłuższy czas - co dopiero, jeśli trzeba takich materiałów przeglądać setki każdego dnia...