Czy Google powinna wprowadzić globalnie "prawo do bycia zapomnianym", bo francuski organ ochrony danych tego chce? Firma uważa, że prawo unijne nie może być stosowane na całym świecie. Teoretycznie grozi mu kara, ale jaka?

Wielu internautów już słyszało o europejskim wynalazku, jakim jest "prawo do bycia zapomnianym". Teoretycznie mamy prawo do usunięcia z internetu takich informacji o sobie, które są już nieistotne, a mogą być np. wstydliwe. W praktyce dotyczy to tylko wyszukiwarek, bo "prawo do bycia zapomnianym" nie wynika z przepisów prawa. Po prostu w ubiegłym roku Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok, w którym stwierdził, że operator wyszukiwarki internetowej jest "administratorem" danych odpowiedzialnym za ich przetwarzanie. To z kolei oznacza, że dostawca wyszukiwarki może być zobowiązany do usunięcia z wyników wyszukiwania linków do prawdziwej i zgodnej z prawem informacji na temat jakiejś konkretnej osoby.

CNIL żąda globalnego zapominania


Prawo do bycia zapomnianym było początkowo krytykowane. Obawiano się, że politycy albo przestępcy będą chcieli je wykorzystać, by usuwać niewygodne dla siebie linki prowadzące do zgodnych z prawdą treści. Potem jakoś do tego przywykliśmy, podobnie jak firma Google. Niestety francuski organ ochrony danych (CNIL) znalazł sobie nowy problem.

Google "zapomina" pewne wyniki wyszukiwania, ale robi to tylko w ramach usług "europejskich", a więc np. w wyszukiwarce dla Polski (Google.pl) czy Francji (Google.fr). Wystarczy jednak skorzystać z wyszukiwarki Google.com, aby zyskać dostęp do pełnych, niezmienionych wyników.

Francuski organ ochrony danych uważa, że w tej sytuacji europejskie prawo nie jest należycie realizowane. W czerwcu tego roku CNIL oficjalnie zażądał on od Google, by "prawo do bycia zapomnianym" stosować globalnie.

Google miała 15 dni na odpowiedź, a odpowiedziała po miesiącu. Stanęła na stanowisku, że nie neguje ważności prawa do bycia zapomnianym w Unii Europejskiej, ale to prawo nie ma charakteru globalnego. Firma odmówiła więc zmieniania wyników na całym świecie i dodatkowo przypomniała, że szybko dostosowała się do wyroku TSUE i udostępniła skuteczne mechanizmu usuwania linków.

Urząd odrzuca "nieformalne odwołanie"


CNIL uznał, że Google przekazała mu "nieformalne odwołanie" od publicznego wezwania. Wczoraj urząd poinformował, że to "nieformalne odwołanie" zostało odrzucone i urząd nadal żąda od firmy zastosowania "prawa do bycia zapomnianym" we wszystkich wersjach Google.

Zastanawiacie się zapewne jakie mogą być skutki odrzucenia "nieformalnego odwołania"? Otóż CNIL może powołać sprawozdawcę, który z kolei przygotuje raport dla komisji odpowiedzialnej za nałożenie sankcji za naruszanie francuskiego prawa ochrony danych. W praktyce takie sankcje mogą wynieść 150 tys. euro, albo nawet 300 tys. euro za ponownie popełnione naruszenia. Możecie się domyślić jakim to będzie "ciosem" dla firmy, która w ciągu jednego kwartału ma zysk liczony w miliardach dolarów.

Lokalne prawo vs globalna sieć


Na marginesie dodajmy, że CNIL nałożył już kiedyś na Google karę finansową w wysokości 150 tysięcy dolarów. Wielu komentatorów zwyczajnie to wyśmiało i uważało, że była to raczej manifestacja urzędniczej bezsilności. Oczywiście musimy pamiętać, że w UE proponowano zwiększenie możliwych kar za naruszenia prawa ochrony danych (w ramach tzw. Wielkiej Reformy Prywatności). W przyszłości sytuacja może być inna, jeśli jakiś organ będzie mógł wytoczyć cięższe działa przeciwko Google.

CNIL oczywiście ma trochę racji. "Prawo do bycia zapomnianym" nigdy nie będzie skuteczne, jeśli będzie dotyczyło wyłącznie "unijnych" stron wyszukiwarek. Z drugiej strony Google też ma rację - wyrok unijnego Trybunału nie powinien wpływać np. na prawo amerykańskich internautów do informacji.

Problem w tym, że wyrok TSUE absolutnie nie uwzględniał jednej ważnej cechy internetu. To jest medium globalne, którego zazwyczaj nie da się uregulować lokalnym prawem. Oczywiście próby robienia czegoś takiego są podejmowane co jakiś czas w różnych krajach. Każda władza chciałaby mieć kontrolę nad internetem, chciałaby decydować jak on ma działać. Zwykle jednak nie jest to tak łatwe jak wydanie jednego wyroku czy wprowadzenie jednej ustawy.

[Marcin Maj]