Sieci w Korei Północnej zostały sparaliżowane w ubiegłą sobotę. Władze tego kraju oskarżają USA i mówią, że Barack Obama jest "niczym małpa w dżungli".

Rosnące napięcie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną to jeden z ciekawszych efektów zhackowania Sony Pictures. Już na początku grudnia mówiło się o tym, że służby amerykańskie łączą ten atak z Koreą Północną. Domyślano się, że mogła to być zemsta za film Wywiad ze Słońcem Narodu, który władzom Korei Północnej bardzo się nie podoba.

Potem prezydent USA Barack Obama powiedział, że jego zdaniem atak na Sony nie był "aktem wojny", ale przejawem cyberwandalizmu. Według Obamy ten akt był kosztowny i należy traktować go poważnie. Prezydent USA zapowiedział też "proporcjonalną odpowiedź", ale nie wiadomo, na czym ta odpowiedź ma polegać. Nie spodobało się to niektórym politykom republikańskim, którzy uważają, że Obama po prostu zlekceważył sprawę i czym prędzej wybrał się na świąteczny urlop na Hawaje (zob. Obama: North Korea hack 'cyber-vandalism,' not 'act of war').

Korea obiektem ataków?


Jeszcze bardziej oburzona jest Korea Północna. Władze tego kraju stanowczo twierdzą, że nie mają nic wspólnego z atakiem na Sony. Co więcej, Korea Północna oskarża teraz USA o spowodowanie przerw w dostawie internetu.

Na początku ubiegłego tygodnia firma Dyn Research doniosła o odłączeniu Korei Północnej od globalnej sieci. Eksperci z Dyn Research byli zdania, że mógł to być efekt ataku z zewnątrz, ale równie prawdopodobne były bardziej przyziemne problemy, takie jak kłopoty z zasilaniem.

W ubiegłą sobotę chińska agencja Xinhua doniosła o kolejnym problemie w Korei Północnej, jakim miało być "sparaliżowanie sieci internetowych i mobilnych 3G". Władze Korei Północnej mówią teraz, że nie mają nic wspólnego z tym paraliżem i oskarżają o niego Stany Zjednoczone.

Obama jak małpa, USA jak smarkacze


W oświadczeniu wydanym przez Północnokoreańską Centralną Agencję Prasową stwierdzono, że Barack Obama jest lekkomyślny w słowach i zachowuje się "niczym małpa w dżungli". Tymczasem Stany Zjednoczone zakłócają działania internetowe głównych mediów republiki "niepomne na wstyd bawienia się w chowanego niczym dzieci z zasmarkanymi nosami" (cytat za Reuters, North Korea blames U.S. for Internet outages, calls Obama 'monkey').

Kłopotliwe cyberataki


Przedstawiciele Białego Domu jeszcze nie odpowiedzieli na oskarżenia. Z reguły nikt nie przyznaje się do cyberataków, a poza tym nie można nigdy wykluczyć jakiegoś trzeciego czynnika, niezależnego od stron konfliktu. Pojawiały się już sugestie, że za internetowe problemy Korei Północnej mogą odpowiadać Chiny, przez które przechodzi znaczna część północnokoreańskiego ruchu. Chiny oficjalnie są sprzymierzeńcem Korei Północnej, ale pewne posunięcia tego kraju też nie są Chinom na rękę.

Cyberwalki, do których musimy przywyknąć, zawsze wiążą się z takimi problemami. Nie tylko można kłamać co do źródeł ataku, ale można nawet poddawać w wątpliwość to, czy dane wydarzenie naprawdę było cyberatakiem. Trzeba brać pod uwagę możliwość udziału jakiejś trzeciej strony. Może nawet dochodzić do omyłkowych cyberataków. Wycieki Snowdena mówiły, że odcięcie Syrii od internetu było efektem błędu agentów NSA, choć cały świat obarczał winą reżim Asada, a reżim zrzucał winę na terrorystów.

[Marcin Maj]