Jeśli w jakimś kraju wybory wygrywa polityk walczący z szyfrowaniem to należy się spodziewać, że prędzej czy później pojawi się projekt ustawy zabraniający skutecznego szyfrowania. W UK projekt jest tuż, tuż...

Firma takie jak Google czy Apple nie będą mogły oferować usług szyfrowania, które nie umożliwiają rozszyfrowania danych na życzenie służb. Tak przynajmniej ma stanowić nowe brytyjskie prawo - Investigatory Powers Bill - którego projekt ma być przedstawiony już jutro.

Informacje na ten temat podaje The Telegraph w tekście pt. Internet firms to be banned from offering unbreakable encryption under new laws.

Gazeta donosi również, że nowe prawo ma zobowiązywać firmy internetowe do zachowywania historii przeglądania klientów przez rok. Oczywiście według premiera Davida Camerona takie środki są bezwzględnie konieczne by walczyć z pedofilami, terrorystami i kryminalistami.

Cameron spełnia obietnicę


Przypomnijmy w tym miejscu, że Cameron już na początku tego roku zapowiadał zakazanie takich szyfrowanych form komunikacji, do których służby specjalne nie mają tylnej furtki. Obiecywał, że rozprawi się z tym po wyborach. Obecnie polityk poczuwa się do obowiązku spełnienia swojej obietnicy.

- Czy możemy dopuszczać środki komunikacji pomiędzy ludźmi, których (...) nie możemy przeczytać? (...) Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, nie możemy. Pierwszym zadaniem każdego rządu jest zapewnienie bezpieczeństwa naszemu krajowi i ludziom. Ataki w Paryżu raz jeszcze pokazały skalę zagrożenia terrorystycznego, w obliczu którego stajemy... - mówił Cameron w styczniu tego roku.

Zaklinanie rzeczywistości


Już teraz można się spotkać z opiniami, że proponowane prawo nie będzie miało łatwej drogi przez parlament. Przede wszystkim jednak dyskusyjne jest samo założenie zobowiązywania firm do tworzenia takich technologii szyfrowania, które będą miały "tylną furtkę".

Właściwie takie technologie przestaną mieć sens, bo wszyscy będą wiedzieli o ich nieskuteczności. Ludzie nie używają szyfrowania po to, aby schować coś przed wszystkimi, z wyjątkiem władz. Każdy z nas może mieć absolutnie legalne i uczciwe powody, by szyfrować coś absolutnie skutecznie. Przykładem może być dziennikarz, który kontaktuje się ze swoim źródłem.

David Cameron robi wrażenie, jakby chciał za pomocą nowego prawa "zaklinać rzeczywistość". Oczywiście możemy zmusić Apple czy Google do wbudowania "tylnych furtek" do rozwiązań szyfrowania. Nie zmusimy jednak terrorystów, pedofilów i kryminalistów, aby korzystali właśnie z usług Google czy Apple. Wada pomysłu Camerona polega na tym, że jest on nakierowany na ograniczenie "szyfrowania konsumenckiego", które jest łatwo dostępne i wbudowane w powszechne produkty. Tylko czy terroryści naprawdę tego będą używać? Czy terroryści będą używać WhatsApp, aby pisać do siebie wiadomości w rodzaju "Hej! Jutro spotykamy się z bombami pod ambasadą"?

Należy uczciwie zauważyć, że nie tylko brytyjskiego premiera pociąga idea zapewnionych tylnych furtek. Już we wrześniu ubiegłego roku Dziennik Internautów pisał, że szef FBI skrytykował Apple i Google za szyfrowanie w smartfonach. Niedługo potem prokurator generalny Stanów Zjednoczonych powiedział wprost, że nie mogą istnieć technologię bez tylnej furtki dla władz.

[Marcin Maj]