Czy zastanawialiście się kiedyś, jak mógłby wyglądać Facebook bez erotyzmu, treści sprzecznych z wiarą i wulgaryzmów? Jeśli tak i dodatkowo mówicie po portugalsku, to internet ma dla Was alternatywę.

Zapewne nie brak osób, którym przeszkadzają wulgaryzmy, tęczowe flagi czy seksualne aluzje, które bez problemu można spotkać w serwisach społecznościowych. Do niedawna mogły one albo nie korzystać z Facebooka czy Twittera, albo nie śledzić osób lub instytucji, które takie posty zamieszczały. Oznaczać to jednak mogło znaczące wykluczenie z bieżącego toku wydarzeń. Ponieważ internet, podobnie jak natura, próżni nie lubi, także i ten problem został rozwiązany.

FaceGlória, nowy serwis społecznościowy dla osób wierzących. Powołany został do życia przez grupę chrześcijan ewangelikalnych z Brazylii. W tym momencie dostępny jest jedynie w brazylijskiej wersji portugalskiego oraz z poziomu komputera. Serwis w innych językach oraz aplikacja mobilna są jednak w planie - podaje BBC News.

Na czym polega wyjątkowość serwisu? Zakazanych jest na nim około 600 słów (głównie przekleństw), przemoc, pornografia, a także treści homoseksualne. Atilla Barros, jeden z twórców FaceGlória, powiedział, że serwis powstał po to, by "rozmawiać o Bogu i miłości, a także by szerzyć Jego słowo". Zamiast przycisku "Lubię to" jest "Amen".

Serwis ma mieć już około 100 tysięcy użytkowników, działa dopiero od miesiąca. W Brazylii, skąd zapewne pochodzi większość z nich, mieszka około 203 milionów osób.

Nie jest to pierwsza tego typu inicjatywa. Z serwisu dla muzułmanów Ummaland korzysta obecnie około 329 tysięcy osób (na około 1,6 miliarda wyznawców Allaha). Serwis ten działa od roku 2013.

Czy nowy serwis ma szansę na zdobycie serc (bądź dusz) większej liczby internautów? Potencjał na pewno jest spory. Faktem jest, że dzisiejsza rzeczywistość przesiąknięta jest wulgarnością czy seksualnością. Czy odgradzanie się od niej, by przebywać we własnym gronie, jest najlepszym wyjściem? Zależy, co chcemy osiągnąć. Jeśli tylko wewnętrzny spokój, to zapewne tak. Jeśli jednak ludziom tym przyświeca jakiś wyższy cel, to raczej powinni działać na rzecz zmiany rzeczywistości.

Facebook czy Twitter zapewne nie czują żadnego zagrożenia ze strony konkurentów. Trudno także oczekiwać masowego odpływu internautów do FaceGlória. Może to jednak dobry moment, by zastanowić się, co tak właściwie czytamy i oglądamy w serwisach społecznościowych.

[Michał Chudziński]